2014-02-19

Podstawą jest szukać, szukać i jeszcze raz szukać. (WYWIAD)

Wywiad z Piotrem SOBIESZCZAKIEM, historykiem, autorem monografii Łap ?Łapy. Miasto przy kolei? oraz monografii Poświętnego, Wiceprzewodniczącym Łapskiego Towarzystwa Regionalnego.
1

Portal Łapy: Opublikowana niedawno Pańska monografia Łap to ogromne dzieło, liczące około 800 stron, zanim jednak o nim porozmawiamy, pomówmy o pańskiej historii, o panu, bo monografia wywołała także zainteresowanie pańską osobą.

Piotr Sobieszczak: Proszę bardzo.

P.Ł.: Zatem porozmawiajmy dłużej, bo portal internetowy, w przeciwieństwie do gazety, nie ogranicza. Od kiedy zaczęło się pańskie zainteresowanie  historią? Zapewne od dawna, skoro studiował pan historię i jest pan nauczycielem historii? A więc kiedy?

P.S.: Zainteresowania historyczne pojawiły się  już w szkole podstawowej. Pod koniec nauki szkoły średniej zdecydowałem, że będę studiował historię.

P.Ł.: Czy fakt, że mieszka pan w Łapach-Szołajdach, w najstarszej części Łap, miał znaczenie dla pańskich zainteresowań historią miasta i Ziemi Łapskiej? Od kiedy zaczął się pan interesować dziejami Łap?

P.S.:Z pewnością miejsce zamieszkania w jakiejś mierze wpłynęło na moje zainteresowania historyczne. Bardzo lubiłem słuchać wspomnień mojej prababci, śp. Zofii Łapińskiej, która ze szczegółami opowiadała o losach mieszkańców Łap w czasach I i II wojny światowej. Ciekawe historie wojenne opowiadała również moja babcia, Halina Łapińska. Jednak wszystko zaczęło się od publikacji historycznych o Łapach w „Gazecie Łapskiej”  i od wydanej w 1999 r. książeczki pana Mariana Olechnowicza „Z przeszłości Łap i okolic”. Wtedy historia tego miasta wciągnęła mnie na dobre.

P.Ł.: Uczy pan historii w Zespole Szkół w Poświętnym? Dlaczego nie w Łapach?

P.S.:Akurat wówczas tylko w Poświętnem było wolne miejsce dla nauczyciela historii.

P.Ł.: Jak pan się spełnia jako nauczyciel historii? Czy jest pan nauczycielem z powołania? Co roku jest pan z młodzieżą Poświętnego w Łukawicy na uroczystościach rocznicy pacyfikacji wsi w powstaniu styczniowym.

P.S.:Staram się zarazić uczniów pasją do zbierania różnych rzeczy historycznych, do pielęgnowania tradycji rodzinnej, poprzez kolekcjonowania i opisywanie własnych pamiątek rodzinnych, aby później nie zaginęły i aby mogły je oglądać kolejne pokolenia. Uczniowie chętnie udostępniają cenne znaleziska i pamiątki. Nie ma roku szkolnego, aby uczniowie nie przynosili różnych znalezisk pochodzących z okolicznych lasów, czy pól, od starych monet (nierzadko z XVI wieku), XIX-wiecznychfiliżanek, żołnierskich hełmów,czy wreszcie łusek po nabojach.

P.Ł.: Pański związek z Gminą Poświętne zaowocował obszerną monografią Poświętnego. Jak doszło do napisania historii Poświętnego? Skąd ten pomysł?

P.S.:Gdy rozpoczynałem pracę w 2003 r. w szkole w Poświętnem, nie było żadnej spisanej historii miejsca, w którym przyszło mi pracować. Jako historyk uznałem za naturalne, że trzeba chociaż po części opisać co tutaj się działo; nie myślałem, aby od razu pisać wielką książkę. W tym samym roku napisałem krótki rys historyczny w maszynopisie (4strony), natomiast w 2006 r. pojawił się pomysł napisania czegoś większego w postaci pełnej monografii. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia finansowego ze strony gminy.

P.Ł.:Monografia Poświętnego to poważne dzieło. Jak długo pan nad nią pracował?

P.S.: Niespełna dwa lata. Większość czasu zajęło mi jeżdżenie do archiwów i bibliotek w całym kraju, zaś samo pisanie trwało siedem miesięcy. To było mordercze tempo. Była to pierwsza moja książka i nie zakładałem, że okaże się tak obszerna.

P.Ł.: Czy teraz, gdy tak wiele nowych dokumentów odnoszących się do tych terenów odnalazł pan w archiwach, uzupełniłby pan swoją książkę o Poświętnem?

P.S.:  Jak najbardziej. Pisząc obecnie monografię Pietkowa, trochę uzupełniam niektóre wątki odnośnie całej gminy. Przez ten czas pojawiło się wiele nowych materiałów. Podczas kwerendy archiwalnej dotyczącej Łap natknąłem się na wiele istotnych źródeł o Poświętnem. Tego jest tak dużo, że zasługuje z pewnością na umieszczenie w nowym wydaniu monografii z 2008 r. Są to nowe zdjęcia archiwalne oraz masa dokumentów i różnych ciekawych informacji.

P.Ł.: Monografia Poświętnego sprawiła, że otrzymał pan zamówienie na monografię Łap. Miał pan ważny dorobek i zebraną już znaczną ilość materiałów na temat Łap. Inny, bardzo dobry historyk, piszący o historii Łap, zajmował się wówczas swoją pracą doktorską. Trudno więc było wyobrazić sobie inną niż pan osobę do napisania historii Łap. Oczywiście, historii traktowanej naukowo, a nie gawędziarsko. Czy był pan „skazany” na napisanie tego dzieła?

P.S.: Ta opinia o mnie, jako o „jedynym” historyku, zdolnym do napisania historii Łap jest przesadzona. Nie byłem absolutnie skazany na napisanie tej książki. Jest dużo historyków – z czego kilku mieszkających w Łapach, którzy mają swój pokaźny dorobek, chociażby w dobrych pracach magisterskich, których tematyka dotyczyła Łap. Nie wiem, być może ktoś z nich myślał, aby napisać większą książkę historyczną. Należy jednak dodać, że Łapy posiadały już – co prawda skromne, ale niezwykle popularne – opracowania pana Mariana Olechnowicza. W ostatnich latach wydane zostały książki panów Eugeniusza Kosickiego i Stanisława Kosickiego. Było tego dużo więcej, o czym wspominam chociażby we wstępie. Nadal jednak brakowało większego i powiedzmy szczerze – naukowego ujęcia historii łapskiej. Jedynym, jak do tej pory autorem, który kompleksowo uchwycił wybrany wycinek lokalnej historii jest dr Łukasz Lubicz-Łapiński, który przebadał wiele źródeł, zwłaszcza metrykalnych. Jego praca o mieszkańcach Łap z okresu staropolskiego, jak i późniejsza dysertacja doktorska są pionierskimi i niezwykle istotnymi opracowaniami na temat życia naszych przodków nad Narwią w XV-XVIII wieku. U mnie z kolei przez lata dojrzewała myśl odnośnie historii mojego miasta. Najpierw musiało być coś mniejszego – tu historia sąsiedniego Poświętnego, przy której, tak przynajmniej mi się wydaje, zdobyłem pewne doświadczenie i mogłem już szerzej spojrzeć na historię Łap. Nie należy bowiem zapominać, że w XIX i XX wieku związki obu miejscowości były bardzo silne, zarówno w aspekcie religijnym, społecznym, jak i gospodarczym.

P.Ł.: Umowa została podpisana w styczniu 2009 r. Czy pamięta pan, jak doszło do jej zawarcia i w ogóle podjęcia tematu?

P.S.:Trochę się obawiałem, że porywam się z motyką na słońce. To przecież miała być historia Łap, a jest ona bardzo złożona, i co najważniejsze, szykowała się znacznie obszerniejsza książka, niż w przypadku Poświętnego. Zapowiadała się ciężka i długa praca. Wahałem się, ale myśl o napisaniu ciągle do mnie wracała. Zresztą do pisania dopingowali mnie mieszkańcy, rodzina. Pani Danuta Skibko, pasjonatka historii regionalnej, wielokrotnie namawiała mnie do zajęcia się szerzej historią naszej miejscowości.  Pod koniec 2008 r. spotkałem się kilkakrotnie z burmistrzem Łap, który także był orędownikiem wydania profesjonalnej monografii miasta. Po podpisaniu stosownej umowy, w styczniu 2009 r. rozpocząłem prace.

P.Ł.: Kiedy został złożony maszynopis? I co było dalej? Kiedy maszynopis trafił do drukarni?

P.S.: Tekst wraz ze zdjęciami, szkicami, mapami złożyłem w Urzędzie Miejskim pod koniec czerwca 2012 r. Gmina rozpoczęła szukanie recenzenta przyszłej książki. W styczniu 2013 r. maszynopis powędrował do recenzji.

P.Ł.: Pod koniec listopada tego roku odbyła się promocja monografii w łapskim Domu Kultury. Spotkaniu towarzyszyła wystawa zdjęć, które wykorzystał pan w monografii. Książka wtedy wyszło prosto z drukarni. Pełna sala mieszkańców. To chyba pokazuje, jak bardzo łapianie są zainteresowani swoją historią – dziejami miasta, tej ziemi, regionu.

P.S.: Cieszę się ogromnie, że tak dużo osób przyszło na promocję. Wielu ludzi do mnie podchodziło z podziękowaniem i gratulacjami. Cieszę się, że już powstała książka i można ją czytać i w jakiś sposób odnieść się do jej treści. Rzeczywiście łapianie bardzo interesują się swoją historią, losami rodów, z których pochodzą i losami miasta. To bardzo cieszy i dopinguje mnie samego do dalszego zajmowania się historią lokalną.

P.Ł.: A jaki jest nakład i jakie warunki dystrybucji? Czy jest książka w łapskiej księgarni?

P.S.: Książkę można tylko i wyłącznie kupić w Domu Kultury w Łapach, w księgarni niestety jej nie ma.  Jak na razie jest to tylko 500 egzemplarzy, które błyskawicznie się rozeszły. Na dniach ruszamy z dodrukiem 1000 egzemplarzy, które będą dostępne już w marcu. Zgodnie z umową w obu wypadkach wydawcą jest Gmina.

P.Ł.: Porozmawiajmy o pisaniu historii Łap. Jak było z pozyskiwaniem materiałów? Jak się pisało? Jaką ma pan metodę?

P.S.: Podstawą jest szukać, szukać i jeszcze raz szukać. Im więcej znajdę, tym lepiej. Setki godzin w archiwach przy komputerze podczas przeglądania zawartości bibliotek cyfrowych. Zdarzało się, że dziennie przeglądałem do 100 numerów jednej gazety, a przecież każdy rocznik miał prawie 350 numerów. Bywało, że spośród tych 350 znajdowałem tylko dwie informacje o Łapach, ale zwykle wysiłek się opłacał, bo samo znalezienie jest ogromną frajdą. Cieszyłem się przy tym jak dziecko.

Zostałem tak nauczony, że podstawą w opracowaniach są konkrety, informacje przynoszące fakty, spostrzeżenia, porównania. Jeśli miałbym wyróżnić etapy mojej pracy jako historyka, to nie będzie przesadą, jeśli powiem, że 70% to jest wyszukiwanie informacji, 20% to opracowywanie – włącznie z krytyką źródłową – zaś pozostała cześć to pisanie. Nie ukrywam, że były momenty kryzysowe, chciałem to już mieć za sobą. Było to kilka lat wyjętych z życia, ale niezwykle owocnych, które wpłynęły na poszerzenie mojej wiedzy nie tylko o Łapach, ale i na zdobycie większego doświadczenia przy pisaniu tego typu pracy. Miałem ogromną energię do pisania tej książki i coś mnie pchało do jej ukończenia. Byłem zdeterminowany, aby napisać to jak najlepiej. Nieustanie poprawiałem, zmieniałem, dodawałem – nawet jeszcze kilka dni przed oddaniem książki do druku. Bardzo chciałem, aby każdy z mieszkańców mógł sięgnąć po tę książkę, aby nie stała tylko na półce i aby była wskazówką do dalszych poszukiwań dla innych osób zajmujących się historią naszego miasta. Ta ogromna praca sprawiła, że jestem bardzo zadowolony z tego efektu końcowego.

P.Ł.: Jakie archiwa pan przeszukiwał?

P.S.: Wymienię najważniejsze: Archiwum Państwowe w Krakowie (Oddział I na Wawelu), Archiwum Państwowe w Białymstoku, wraz z jego Oddziałem w Łomży, Archiwum Diecezjalne w Siedlcach, Archiwum Diecezjalne w Łomży, Archiwum Archidiecezji Białostockiej, Archiwum Akt Dawnych w Warszawie, Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Centralne Litewskie Archiwum Państwowe w Wilnie. Można tutaj jeszcze dodać zbiory dokumentów przechowywanych na terenie parafii w Łapach, Płonce Kościelnej, Poświętnem i Pietkowie, a także zbiory bibliotek, m.in. Biblioteki Narodowej i Biblioteki Podlaskiej im. Górnickiego.

P.Ł.: Pomijając urlopy itd., to można się domyślać, że koszty tych poszukiwań są znaczne?

P.S.: Nie da się ukryć, że samą pasją i chęcią nie napisałbym tej książki. Podstawowymi kosztami były wyjazdy do archiwów, w tym bilety na pociągi, ewentualnie samochód (paliwo), noclegi, koszty kserowania dokumentów, bądź zakup kopii cyfrowych. W Archiwum Państwowym w Krakowie koszt jednej strony dokumentu w 2009 r. wynosił 4 zł, więc było to wówczas bardzo drogo. Jeśli wziąć pod uwagę zbliżone koszty z innych archiwów to wychodzi spora suma. Pamiętam, że na samą wyprawę do Krakowa poszła moja miesięczna pensja. Paradoksem można nazwać fakt, że dopiero od 2013 r. można w archiwach państwowych robić zdjęcia własnym aparatem i to za darmo, co jest niewątpliwą ulgą i przede wszystkim oszczędnością czasu oraz pieniędzy. Wielokrotnie bywało też i tak, że kupowałem, chociażby przez Allegro, pamiątki dotyczące Łap, np. archiwalne zdjęcia, czy dokumenty.

P.Ł.: Które dokumenty są, pana zdaniem, najważniejsze i najciekawsze?

P.S.:Przede wszystkim te, które do tej pory w artykułach, zarówno naukowych, jak i popularyzatorskich nie były przytaczane. A trzeba tutaj wymienić ogromny zasób w Archiwum Państwowymw Białymstoku i Łomży. Odrębna sprawa to archiwum oddziału IPN w Białymstoku, które jest istną kopalnią wiedzy, wręcz studnią bez dna. Jeszcze teraz, podczas pracy nad książką o Pietkowie, Łapy przewijają się w wielu nieodkrytych wcześniej przeze mnie dokumentach. Do tych najważniejszych, a więc dotyczących szczegółów budowy kolei warszawsko-petersburskiej niestety nie dotarłem, gdyż wszystkie są w Petersburgu. Żeby tam dotrzeć, musiałbym wystarać się chyba o jakiś grant, bo przekopanie tamtego archiwum zajęłoby przynajmniej 2 tygodnie. Ale wiem, w jakim zasobie archiwalnym szukać tych informacji, ponieważ Rosjanie umieścili inwentarze większości zespołów, w tym akta budowy interesującej mnie kolei. Tak więc mam spisane dokładne sygnatury tych dokumentów; pozostaje jechać i je przeczytać – może kiedyś.

Piszący o kolei warszawsko-wiedeńskiej większość materiałów mają w Polsce. Napisanie epizodu dotyczącego kolei warszawsko-petersburskiej wymagało ode mnie łączenia wielu skrawków informacji zawartych w rosyjskich informatorach XIX-wiecznych, księgach metrykalnych, dokumentów porozrzucanych w archiwach w Białymstoku, Łomży i Warszawie.  Był to bardzo trudny, z punktu widzenia naukowego, epizod do napisania. Jednocześnie było to bardzo ciekawe i intrygujące. Cóż za frajda pisać o temacie, do którego mamy wszystkie dostępne dokumenty. A tutaj luk nie brakowało. Ciekawostką było ustalenie, na jakich gruntach (jakich zaściankach Łapińskich) powstała kolei oraz kiedy można mówić o jej otwarciu, bowiem do tej pory przytaczano bardzo sprzeczne daty, włącznie z panującą od 1970 r. teorią, że warsztaty powstały w 1870 r. Ta wersja była tak wiele razy przytaczana, że piszący na ten temat nawet nie zastanawiali się, skąd ta informacja się wzięła. Kolej budowano w Łapach przynajmniej już od końca lat 50 XIX wieku, natomiast w dniu 27 grudnia 1862 została ona oficjalnie otwarta, w tym warsztaty oraz piękny dworzec kolejowy w Łapach.

            Bardzo ciekawe są dokumenty dotyczące okresu międzywojennego, funkcjonowanie Rady Miejskiej Łap, zatargi polityczne, ale i również tamtejsze życie codzienne, sukcesy i troski zwyczajnych ludzi. O wiele smutniejsza jest historia wojenna i ta po 1944 r. Interesujące są dokumenty dotyczące inwigilacji mieszkańców w okresie PRL. Struktury SB w Łapach były bardzo rozbudowane, włącznie z siecią agenturalną. W toku moich badań natrafiłem na wiele znanych mi nazwisk osób, które były współpracownikami bezpieki w tym okresie. Część z nich pozyskano do współpracy szantażem, inni wysługiwali się, otrzymując bardzo duże jak na tamte czasy wynagrodzenia. Najwięcej z nich pracowało rzecz jasna w największym zakładzie czyli ZNTK (tajni współpracownicy byli na każdym dziale tego zakładu!), ale informatorów nie brakowało w szkołach podstawowych, przy kościele, sklepie, szpitalu, stacji kolejowej i nawet przy budce z piwem. Bezpieka wiedziała niemal wszystko, co mieszkańcy mówią i jak się wypowiadają na temat różnych wydarzeń. Mimo wszystko są to jednak materiały wymagające ostrożnej pracy badawczej, wymagające konfrontacji z innymi typami źródeł.

P.Ł.: A które fotografie są najbardziej interesujące?

P.S.: Oczywiście te związane z koleją. Ich szukałem w pierwszej kolejności. Nie wszystkie udało się zdobyć. Trzy, niezwykle cenne fotografie Łap z XIX i XX wieku, znajdujące się w Archiwum Fotografii w Petersburgu, nie znalazły się w książce, na skutek uciążliwej biurokracji tamtejszego archiwum. Wierzę, że zdobędę je do ewentualnego suplementu monografii, bo koszty ich pozyskania były niewielkie, jednakże władze archiwum nade wszystko chciały ode mnie wyczerpujących danych osobowych, włącznie ze skanem dowodu osobistego.

Ciekawą fotografią jest wnętrze dawnego dworca kolejowego z Łap ze stycznia 1918 r. To jedyne zachowane wnętrze dworca, najcenniejsza fotografia w książce, podarowana mi przez Marka Perkowskiego z Łap-Osse. Cieszyłem się jak dziecko,gdy pierwszy raz je zobaczyłem. To fenomen, jeśli chodzi o ikonografię. Oczywiście potem nastąpiły dokładne oględziny. Z tyłu zdjęcia-pocztówki znajdowała się relacja żołnierza niemieckiego, Dogłębnie zanalizowałem napisy na ścianach wewnątrz dworca, restauracji dworcowej, gdzie siedzieli żołnierze niemieccy. To wszystko pozwoliło na ostateczne potwierdzenie autentyczności zdjęcia.

Po 1944 r. zdjęć kolejowych jest bardzo mało. Niestety, wskutek zarządzeń ówczesnych władz infrastruktury kolejowej nie można było fotografować. Dlatego też niezwykle cenne i unikatowe są zdjęcia Piotra Kretowicza z lat 60. Na palcach jednej ręki można policzyć fotografie kolejowe z tego okresu z Łap. Oczywiście wszystkie one znalazły się w książce, właśnie ze względu na swoją unikatowość, ale dobrze, że chociaż takie zostały zrobione i zachowane dla pokoleń. Tutaj należy wymienić odjazd pociągu pospiesznego z Łap, fragment stacji w Łapach z lat 60., czy wjazd od strony Białegostoku parowozu pospiesznego pt-47.

Najżmudniejsza była jednak ta selekcja, wybór odpowiednich zdjęć spośród tysięcy pozytywów i negatywów. Wierzę, że był to udany, choć trudny wybór.

P.Ł.: A skąd tytuł „Łapy. Miasto przy kolei”? Czy były inne propozycje?

P.S.: Odkąd pamiętam, zawsze chciałem, aby książka o Łapach miała taki tytuł. Krótko po podpisaniu umowy zrobiłem sobie roboczą okładkę wraz tytułem(oczywiście z kultowym zdjęciem starego łapskiego dworca) i powiesiłem nad biurkiem. To może się wydać śmieszne, ale widok ten mobilizował mnie do pracy przez ten cały czas. Oczywiście projekt okładki, który wisiał na biurkiem, poza małymi technicznymi przeróbkami, nie zmienił się i taki poszedł do drukarni.

P.Ł.: Wymogiem umowy było wykonanie recenzji. Konsultantem naukowym został prof. Adam Dobroński. Jaka była rola profesora Dobrońskiego? Podczas promocji mówił, że znacznie pana ograniczał, bo książka byłaby jeszcze większa, sporo ponad 1000 stron. Jak pan skomentuje fakt, że prof. Dobroński wspominał także podczas promocji, iż namawiał  pana, aby niektóre wątki wydzielić na odrębne książki?

P.S.: Prof. Dobroński wykonał bardzo dużą pracę i za to mu niezmiernie dziękuję. Nie tylko przeczytał cały maszynopis, a było tego więcej, niż zostało wydrukowane, ale i odniósł się do poszczególnych fragmentów tekstu. Już po oddaniu pełnego maszynopisu do Urzędu Miejskiego i przekazaniu go do recenzji przez blisko pół roku kontaktowałem się profesorem osobiście, telefonicznie i mailowo. Był bardzo dociekliwy i czujny w stosunku do tego co napisałem. Nie mogło być mowy o fuszerce. Jako miłośnik i wybitny znawca historii lokalnej, nie przegapił nic, co wzbudzało jego wątpliwości. Wielokrotnie rozmawialiśmy nad różnymi problemem. To, co było zdaniem profesora niewystarczające, czy wręcz wątpliwe, poddawane było wspólnej dyskusji. Dyskusyjne fragmenty starałem się poprawić, wykorzystać więcej źródeł,bądź w inny sposób opisać dany problem badawczy. Profesor dopingował mnie przy ostatecznym redagowaniu tekstu i proponował skracanie, namawiając do wykorzystania reszty materiałów przy ewentualnym doktoracie. Nie zawsze byłem z tych cięć zadowolony, ale ostateczny efekt końcowy bardzo mi się podoba. Była to bardzo konstruktywna analiza i życzliwa krytyka.

P.Ł.: O czym warto pamiętać analizując okres sprzed kolonizacji mazowieckiej?

P.S.: Ten okres wymaga przede wszystkim dalszych badań  archeologicznych, gdzie bardziej przemówią źródła materialne. Co prawda istnieje dokładny spis 347 stanowisk archeologicznych dla gminy Łapy, jednakże tylko nieliczne z nich zostały gruntownie przebadane. Mowa tutaj m.in. o przełomowym odkryciu w Daniłowie Małym (cmentarzysko wczesnośredniowieczne) oraz w Płonce-Kozłach, gdzie na początku lat 80. odkryto pracownię krzemienną z okresu schyłkowego paleolitu. Nadal niewiele wiadomo o życiu mieszkańców tych ziem sprzed okresu kolonizacji mazowieckiej. Lepsze pod tym względem i bogatsze znaleziska posiada chociażby Suraż lub Poświętne.

P.Ł.: Przybywa szlachta mazowiecka… To także pewien fenomen historyczny?

P.S.: I to nie tylko dla obszaru, który zasiedlili Łapowie, mowa przecież o wielu innych rodach mazowieckich: Brzozowskich, Płońskich, Drągowskich, Gołębiewskich, Grochowskich czy Kamieńskich. Potomkowie tych rodzin żyją do dzisiaj i nadal licznie się rozradzają, przekazując różne tradycje swoim potomkom, jak chociażby wyjątkowy przydomek, czy przezwisko, tak bardzo charakterystyczne dla szlachty żyjącej tutaj przed wiekami

P.Ł.: Osadnictwo mazowieckie, mające wzmocnić wschodnie rubieże Rzeczypospolitej odbywało się na znacznym obszarze, ale na tych ziemiach miało swoją specyfikę ze względu na ród Łapińskich?

P.S.: Tak jak już wspomniałem wcześniej, tyczy to się przede wszystkim żywiołu drobnoszlacheckiego. Zresztą ta grupa herbowych o bardzo niewielkim stanie posiadania, wykształca się później, kiedy okazuje się, że dzielenie wcześniej zasiedlonej ziemi pomiędzy kolejnych synów już nie wystarcza. Nadziały gruntowe z roku na rok się kurczyły, co najbardziej jest widoczne w XVII wieku. Na obszarze zaścianków Łapińskich istnieje już tylko szlachta drobna, posiadająca tylko część wsi. W sąsiednim Pietkowie natomiast była inna własność – średnioszlachecka, która przetrwała z różnymi zmianami własnościowymi aż do 1939 r. W parafii poświątczyńskiej większość wsi była również drobnoszlachecka (poza kościelnym Poświątnym, Brzozowem Solnikami, i Dzierżkami Ząbkami), podobnie w parafii Płonka Kościelna czy Sokoły.

P.Ł.: Wiele na temat szlachty napisał i odkrył Łukasz Lubicz-Łapiński. Od lat znakomicie pokazuje wyjątkowość historii tych ziem.

P.S.: Łukasz jest specjalistą od najstarszych dziejów nie tylko zaścianków Łapińskich, ale i również okolicznych miejscowości zasiedlonych przez żywioł szlacheckich w XIV i XV wieku. Jego dysertacja doktorska jest poważnym krokiem w celu dalszego poznania tego okresu w naszej historii regionalnej. Poprzez swoją pracę dokonuje niezwykle cennych odkryć, zwłaszcza, że pracuje nad trudnymi i żmudnymi w badaniu źródłami metrykalnymi (księgi chrztów, małżeństw i pogrzebów).  To także promowanie regionu, pokazywanie właśnie tej wyjątkowości, historii szlachty drobnoszlacheckiej od której wyrosło tak wiele miejscowości, charakterystycznych dla tej części Podlasia. Z niecierpliwością czekam na publikację jego doktoratu. Poza działalnością naukową popularyzuje wśród mieszkańców potrzebę poznawania własnych korzeni. W tym celu organizuje z powodzeniem od wielu lat „Zjazdy Łapińskich”. Spośród wielu atrakcji tych imprez wymienić należy plansze z drzewami genealogicznymi rodzin Łapińskich wraz z ich przydomkami i przezwiskami. Obecni Łapińscy zawsze mogą dopisywać swoich kolejnych krewnych bądź potomków pod spodem. Sam miałem okazję się wpisać, bo moja mama po kądzieli pochodzi od Łapińskich o przydomku Oładź, a to według badań Łukasza, rodzina żyjąca już w XVI wieku.

P.Ł.: Miasto powstało jednak, jak zaznaczył pan w tytule, przy kolei i dzięki kolei. Od początku mamy zakład kolejowy. Od Depo po ZNTK. Podtytuł wstępu trafnie to określa: „Od szlachty do społeczeństwa robotniczego”. Czy rzeczywiści dwie kultury, szlachecka  i robotnicza, nałożyły się tu na siebie?

P.S.: Początkowo szlachta nie była zainteresowana linią kolejową. Co prawda, pomagano przy jej budowie, zwożono furmankami ziemie, odsprzedawano ją pod budowę torów kolejowych, ale to wszystko. Do pracy w warsztatach kolejowych i stacji poszli jedynie przyjezdni, osadnicy z innych terenów ziem polskich m.in. dawnego Wielkiego Księstwa Poznańskiego (Królestwo Prus), Szwajcarii, Francji, Galicji, guberni Cesarstwa Rosyjskiego. Szlachta pozostała przy swoich dawnych zajęciach: uprawie pól i dbania o zbiory. Dopiero z końcem XIX wieku nieśmiało zaczęła angażować się w życie kolejarskie. Pierwszych przedstawicieli Łapińskich spotykamy wśród pracowników warsztatów na przełomie XIX i XX wieku. Nie należy jednak zapominać, że ci chłoporobotnicy nade wszystko cenili sobie pracę na roli, zaś praca na kolei była jedynie zajęciem dodatkowym i często przez nich zaniedbywanym.

P.Ł.: I ta historia ponad 150 lat zakładów kolejowych zakończyła się w 2009 r. Członkowie pańskiej rodziny także pracowali w ZNTK?

P.S.: Pradziadek, dziadek i tato. Jestem więc pokoleniowo związany z łapską koleją. Koniec zakładów to nie koniec Łap. Miasto musi znaleźć nowe perspektywy dla swojego rozwoju. Obecność i sąsiedztwo kolei przyniosło Łapom duży sukces, zaś jej upadek pogrążył miasto w regresie. Potrzebny jest pomysł na jego nowy rozwój. Miasto miało same korzyści z istnienia dużych zakładów kolejowych i dobrego połączenia komunikacyjnego. Na przestrzeni ostatnich 100 lat nikt nie zastanawiał się, co będzie, gdy upadną zakłady i przestaną istnieć. Nikt o tym nie myślał. Nawet po wojnie, kiedy trzeba było podnieść z ruin zniszczony przez okupantów zakład. Teraz jest problem, bo rzeczywiście, zakłady i kolej trzymały miasto przy życiu, niczym serce człowieka. Wydaje się, że władze miejskie, które korzystały z wielu wygód za pośrednictwem zakładów (podłączenie wodociągowe, kanalizacja, sieć elektryczna – to zwłaszcza okres międzywojenny), wierzyły, że taki stan będzie trwał wieczność, a przecież pierwsze oznaki kryzysu na kolei były już widoczne w Łapach w latach 30. XX wieku.

P.Ł.: Czy prof. A. Dobroński, mówiąc o tym, jak bardzo wiele ma pan dokumentów i materiałów historycznych, namawiał pana na doktorat? Jeśli tak, to czy znajdzie pan czas?

P.S.: Nigdy nie jest tak, że historyk zbierający materiały do jakiejś publikacji wykorzysta je wszystkie. Zawsze coś zostaje, zaś przy Łapach niewykorzystanych materiałów jest mnóstwo. Z tego, co udało mi się zebrać w toku kilkuletniej kwerendy mogłoby powstać co najmniej kilka opracowań, ale – zaznaczam – na to trzeba mieć czas, siły i zdrowie. Chciałbym trochę odpocząć, ale nie za dużo, by nie wypaść z rytmu.

P.Ł.: Mówił pan na promocji monografii Łap, że pisze pan historię parafii Pietkowo. Kiedy jest szansa na druk?

P.S.: Najpewniej jeszcze w tym roku. Od stycznia 2013 r. zbierałem dokumenty i jeździłem po archiwach, trochę materiałów miałem jeszcze z kwerendy dotyczącej Poświętnego, bo to przecież teren gminy Poświętne. Chciałem jednak podkreślić specyfikę Pietkowa, otoczenie dworskie, odrębny okręg parafialny, ciekawa historia zależności pomiędzy dworem a wsią. W historii Poświętnego jedynie zasygnalizowałem te sprawy, teraz jest okazja, aby to rozwinąć, tym bardziej, że jest sporo źródeł na ten temat.

P.Ł.Nad czym jeszcze pan pracuje i jakie pan ma jeszcze plany związane z historią?

P.S.: Wspólnie z Łapskim Towarzystwem Regionalnym przygotowujemy wydanie wspomnień pana Henryka Perkowskiego, mieszkańca Łap, który został aresztowany podczas łapanki niemieckiej w Łapach w 1944 r. Przeżył gehennę 6 obozów koncentracyjnych. To wzruszająca i fascynująca opowieść o tym, jak człowiek przechodzi przez piekło. Jest napisana wartkim, płynnym językiem. Moja rola to przygotowanie tego materiału do druku, opatrzenie tekstu przypisami wyjaśniającymi i napisanie wstępu. Bardzo chcemy zdążyć na okrągłą 70. rocznicę tej łapanki. Przypadnie w maju 2014 r. To będzie duże wydarzenie, bo wielu ludzi nie wie o tym, że masowe aresztowanie, które miało miejsce w Łapach i okolicy w maju 1944 r., pochłonęło blisko 350 mieszkańców naszego miasta. Tylko połowa po wojnie wróciła do rodzinnego domu, pozostali zginęli w obozach.

P.Ł.: Działa pan w Łapskim Towarzystwie Regionalnym. Jest pan Wiceprezesem ŁTR. Prowadzi pan stronę internetową Towarzystwa, która naprawdę jest ciekawa. Podejmujecie wiele pożytecznych działań. Porozmawiamy o ŁTR.

P.S.: Pani Dorota Kondratiuk, Prezes ŁTR, jest główną siłą napędową, stąd to jej należy się duże uznanie za umiejętne prowadzenie Towarzystwa i angażowanie jego członków w wiele inicjatyw kulturalnych. ŁTR było m.in. głównym organizatorem 150. rocznicy powstania kolei warszawsko-petersburskiej, w 2013 r. już po raz trzeci organizowaliśmy kwestę na łapskim cmentarzu w celu odnowy starych nagrobków, ŁTR popularyzuje na wszelkie sposoby dziedzictwo Ziemi Łapskiej, przypomina o jej bohaterach. Strona internetowa ma za zadanie bardziej przybliżyć mieszkańcom działalność ŁTR i włączyć ich do wspólnego działania. Przecież to dzięki pomocy mieszkańców Łap, ich zaangażowaniu, mogliśmy wspólnie osiągnąć sukces podczas ostatnich kwest „Ocalić od zniszczenia”. Niedługo pojawi się na stronie opcja „szukaj”, która umożliwi szybki dostęp do treści strony, aktualnie jest ona testowana.

P.Ł.: W 2008 popełnił Pan malutką książeczką „Łapy w oczach dziecka” (w podtytule „Historia mego miasta w wierszu i legendzie”) z rysunkami dzieci z Przedszkola nr 1 w Łapach. Ma pan zacięcie dydaktyczne?

P.S.:Trudno mi ocenić moje „zacięcie dydaktyczne”, niech ocenią to moi uczniowie. Jedno jest dla mnie oczywiste, że bardzo lubię uczyć, przekazywać to, co sam wiem i znalazłem w książkach i archiwach. Fascynuje mnie historia i możliwość przekazania jej młodym ludziom. Ciągle poszukuję nowych metod uatrakcyjnienia zajęć i przybliżenia, nie tylko historii z obowiązkowej podstawy programowej, ale i historii regionu. A co do broszurki „Łapy w oczach dziecka”, to trochę się obawiałem, czy powinienem się wziąć za pisanie legend. Z perspektywy czasu była to jednak dobra decyzja, a małe dzieci, czytając legendy, mogą w przyszłości zainteresować się historią. Poza tym nie tylko ja byłem autorem tej publikacji, ale swój wiersz udostępniła pani Mirosława Domaszewska.

P.Ł.: Wielu ludzi chętnie przekazywało panu zdjęcia i inne materiały, które – trzeba to podkreślić, bo z tym różnie w Łapach bywało – po zeskanowaniu i wykorzystaniu zwracał pan właścicielom. Co ważne, wszystkie te osoby wymieniał pan z imienia i nazwiska. 

P.S.: W czasie zbierania materiałów pisanych skanowałem i zdobywałem materiały ikonograficzne. W trakcie czteroletniej kwerendy zebrałem kilkanaście tysięcy zdjęć i negatywów od kilkudziesięciu różnych właścicieli. To była najtrudniejsza część pracy nad książką. Jeżdżenie niemal po całym mieście i okolicach, niekiedy wraz z laptopem i skanerem, bo nie wszyscy chcieli wypożyczyć zdjęcie – co zresztą doskonale rozumiem. Informacje o kolejnych osobach, które posiadały zdjęcia i materiały, dowiadywałem się od kolejnych osób. Wszelkie informacje o powstającej książce i co za tym idzie prośba o udostępnienie zdjęć z domowych archiwów, przeszły bez echa. Pamiętam, że taka informacja była przez dłuższy czas na stronie łapskiego Urzędu Miejskiego. Musiałem sam te osoby znaleźć, ale dzięki pani Danucie Skibko oraz wielu innym osobom, zaangażowanym w popularyzowanie historii Łap, szybciej mogłem dotrzeć do ukrytych w szufladach wielu zdjęć.

To była iście mrówcza praca. Zeskanowanie zdjęcia, potem jego opracowanie, identyfikacja osób – jeśli były na zdjęciu – i najważniejsze–miejsce (nie zawsze było wiadome) i czas jego wykonania. Wielokrotnie bywało tak, zwłaszcza w ostatniej fazie przygotowywania tekstu do druku, że jeszcze wtedy pozyskiwałem różne zdjęcia. Jakaś osoba przynosiła mi, bądź przesyłała pocztą internetową, bo dopiero się dowiedziała, że jest przygotowywana książka. Takich sytuacji były dziesiątki. Trzeba było zatrzymywać proces przygotowywania książki, otwierać rozdział, obrabiać daną fotografię, opisywać i wrzucać do tekstu. W połowie października 2013 r. książka była już niemal przygotowana do druku, zrobiony ostateczny plik pdf do tzw. składek, a jeszcze zdarzało mi się dodawać nowe, dopiero co zdobyte zdjęcia. Jednym z przykładów, a zarazem ostatnią fotografią dodaną do książki, było zdjęcie przedwojennego lekarza łapskiego – Kosińskiego, które pozyskałem w ostatnimmomencie od pani Anny Frankowskiej z Berlina. Gdyby to było zdjęcie o innej tematyce, pewnie bym go nie zamieścił –i tak miałem problem z selekcją zdjęć archiwalnych – które idą do monografii, a które nie. A że nie miałem praktycznie żadnych zdjęć łapskich lekarzy w książce, to obowiązkowo zdecydowałem się je umieścić. Starałem się, aby każdy podrozdział miał zdjęcie dotyczące danego aspektuhistorii miasta, co robiłem w miarę proporcjonalnie. Jeden był wszakże wyjątek i tu chodzi o zdjęcia o tematyce kolejowej, które miały dominować. To była podstawa i punkt wyjścia w czasie selekcji ogromnego materiału ikonograficznego.

Część zdjęć, jeszcze w trakcie pisania, trafiła na stronę ŁTR. Tak było w przypadku 150. rocznicy  powstania kolei, jak również podczas 100. rocznicy erygowania parafii pw. św. Ap. Piotra i Pawła w Łapach. Podczas obydwu uroczystości zaprezentowałem nocny pokaz zdjęć przy muzyce elektronicznej. To było piękne widowisko, najbardziej jednak udało się to podczas wyświetlania na ścianie wieży kościoła.

P.Ł.: A jak rodzina patrzy na pana dodatkowe zaangażowania, na wyjazdy do archiwów, na poświęcanie wielu lat na pisanie książek?

P.S.: Rodzina mnie zawsze wspiera i kibicuje w tym, co robię. Mam jednak świadomość, że moja pasja zajmuje zbyt dużo czasu, stąd staram się ją ograniczać i więcej czasu spędzać w domu z moją rodziną, a nie w archiwach.

P.Ł.: Dziękujemy za rozmowę.

P.S.: Dziękuję również.

2013-02-01.

Wywiad dla Portalu Łapy przeprowadzili Roman Czepe i Adam Karasiewicz.


Piotr Sobieszczak– autor monografii Łap „Łapy. Miasto przy kolei”(2013) i monografii Poświętnego„Poświętne wczoraj i dziś” (2008) oraz kilkudziesięciu artykułów historycznych w „Gazecie Łapskiej” i „Kurierze Łapskim”. Wiceprzewodniczący Łapskiego Towarzystwa Regionalnego. Nauczyciel historii w Zespole Szkół w Poświętnem.


CZYTAJ TAKŻE:

2013-11-24. Promocja monografii Łap Piotra Sobieszczaka. FOTO. http://www.portal.lapy.pl/aktualnosci/96,promocja-monografii-lap-piotra-sobieszczaka-foto.html

promocja_png.png