2014-07-01

Piotr Suchan ? przeżył wylew i idzie pieszo dookoła Polski ? przez Łapy. FOTO. PS

Po wylewie miał nie chodzić i nie mówić. W połowie sparaliżowany wyruszył zza Opola wokół Polski. Dziś z Łap idzie w dalszą podróż.
1

Piotr Suchan to człowiek niezwykły. Ledwo przeżył po wylewie w grudniu 2004 r. (Miał wówczas 32 lata, był już żonaty i miał dwóch synów). Lekarze zapowiedzieli, że jeśli uda mu się przeżyć pierwszych kilka dni, to może do końca życia pozostać na łóżku, lub co najmniej w wózku inwalidzkim. Dłuższy czas nie wiedział, co się z nim dzieje. Powoli jednak wracała świadomość. Zaczął rozpoznawać bliskich, rozumieć, co się do niego mówi. Wszystkiego musiał się uczyć od nowa. Po kilku tygodniach stanął przy barierce, a po kilku następnych ostrożnie chodzić. Uczył się mówić – literka po literce. Pół roku poddawał się intensywnej rehabilitacji, wymagając od siebie coraz więcej. W pewnym momencie zorientował się, że już nic nie może osiągnąć ze sparaliżowaną stroną i zaczął ćwiczyć lewą, zdrową stronę, aby radzić sobie ze wszystkim. Nauczył się jedną (i to lewą) ręką robić niemal wszystko – ubierać się, jeść, kroić i smarować chleb, obierać ziemniaki… Pierwszy raz zawiązywał sznurówki buta cztery godziny. Ale się uparł. Teraz robi to w kilkanaście sekund. Po roku jeździł autem, choć zapowiedziano mu, że nigdy nie będzie tego robić. Żona wie, że  musi do wszystkiego dojść sam i stara się go nie wyręczać. Ponieważ zawsze lubili chodzić po górach, zaczęli jeździć w góry. Po dwóch latach wybrali się na „Śnieżkę” (1603 m. n.p.m). Pomylili trasy i weszli znacznie trudniejszą. Potem zdobywali kolejne szczyty. Zaczął też jeździć na nartach. Do wylewu prowadził życie, delikatnie  mówiąc, dość swobodne. On sam zresztą nie owija w bawełnę. Opowiada, jak nadużywał alkoholu, nie dbał o zdrowie, niejednokrotnie zaniedbywał rodzinę. „Sam sobie na ten wylew zapracowałem. Nieleczone nadciśnienie, alkohol, papierosy, stres” – mówi w artykule P. Konikowskiego (zobacz poniżej). Po wylewie całkowicie zmienił swoje życie. Prosił Boga o to, aby dał mu kolejne lata, aby mógł naprawić to, co w małżeństwo zepsuł. Jest całkowitym abstynentem, pomaga innym, którzy się załamali, którym brakuje wiary w siebie. Co roku pielgrzymuje z Raciborza do Częstochowy. Podczas pielgrzymki proszony jest, aby opowiedział swoją historię i dał swoje świadectwo. Nigdy się przed tym nie uchyla. Wie, że tym pomaga innym. Z wykształcenia jest elektromechanikiem, ale pracował w różnych zawodach, m.in. jako kierowca tira. Po wylewie po jakimś czasie znów podjął pracę. Jest specjalistą w jednej z firm, gdzie przydaje się jego biegła znajomość niemieckiego, ale także prowadzi własną działalność – sprowadza, reperuje i sprzedaje używane inwalidzkie wózki i skutery dla niepełnosprawnych. Nie ma dla niego sprzętu, którego nie naprawi. Stara się także robić wszystko przy domu, na co wcześniej nieraz nie miał ochoty – jedną ręką wrzuca węgiel do piwnicy, układa kafelki, wykonuje remonty. Z wysoką oceną zakończył niedawno pierwszy rok studiów na kierunku logistyka. Choć nadal nie jest w pełni sprawny, pokazuje, że nawet po ciężkiej chorobie nie można się poddawać, trzeba aktywnie żyć, iść naprzód, nie oglądać się za siebie. Temu przede wszystkim ma służyć ta wędrówka dookoła Polski. Dużo w trasie się modli, odwiedza sanktuaria, nigdy nie opuszcza niedzielnej Mszy Świętej, ale i w tygodniu nieraz udaje się mu trafić na kościół i wziąć udział we Mszy. Mówi, że po wylewie musiał uczyć się żyć od nowa i faktycznie stał się innym człowiekiem. „Bóg dał mi wylew” – mówi ze śmiechem. W tę wędrówkę-pielgrzymkę dookoła Polski wyruszył 1 maja w 2013 r., po rocznych przygotowaniach, po naradzie  z żoną, z rodziną. I rodzina bardzo go w tej wyprawie wspiera. Ale wspierają także ludzie dobrej woli, spotykani po drodze, których porusza jego wyprawa. Zwykle śpi na wojskowej karimacie w małym namiocie, ale niejednokrotnie zapraszany jest do domów na nocleg i posiłek. Mówi, że spotyka niemal samych dobrych ludzi. Napotkane osoby szybko przełamują nieufność, gdy dowiadują się, kim jest. Ciekawi ich, niejednokrotnie mówią o własnych bolesnych przejściach lub o ciężko chorych w ich rodzinach. Dziękują za świadectwo, za przykład, za motywację. Najpierw z Mechnicy (zza Opola), gdzie mieszka, szedł do zachodniej granicy, a potem na północ na Wybrzeże. Za sobą ciągnie nieduży wózek (razem to niemal 100 kg). Już po kilku dniach zniszczyły mu się koło i choć stara się nie absorbować  sobą rodziny, musiał zdać się na ich pomoc, by dowieźli nowe elementy. Chciał w ubiegłym roku przejść całą trasę, ale po 1350 km, koło Giżycka, bóle i skurcze mięśni zdrowej nogi nie pozwoliły mu iść dalej. Uznał, że skoro tak się dzieje, to trzeba z pokorą schylić głowę i podzielić wędrówkę na etapy. W tym roku trasę rozpoczął zza Giżycka, z miejsca, gdzie zakończył ją w ubiegłym roku. Dziennie przemierza średnio po 30 km, czasem mniej, czasem więcej. Idąc przez Ełk, Knyszyn, Tykocin w niedzielę dotarł do Łap. Zdążył na wieczorną Mszę Świętą do kościoła pw. Św. Ap. Piotra i Pawła. Potem miał dzień wytchnienia. Spotkał się z uczestnikami Centrum Integracji Społecznej. Był u Źródełka na „Łasku” w Płonce Kościelnej. Dzisiaj (2014-07-01) rano z Łap wyruszy w kierunku Poświętnego do Brańska. Stamtąd kieruje się do Drohiczyna (oby prom na Bugu  działał) i dalej na południe. Zamierza dojść do Bieszczad. W przyszłym roku – po sesji egzaminacyjnej drugiego roku studiów – chce zakończyć wyprawę, pieszo wracając na Opolszczyznę – do domu. A potem z rodziną zamierza przejechać samochodem całą trasę, aby zobaczyli, gdzie był, spotkać tych, którzy go wspierali i pozwiedzać, bo teraz prawie nie ma takich możliwości, zresztą, zwiedzanie nie jest celem tej wyprawy. Celem jest pokazać sobie i innym, że nawet po wylewie, nawet będąc na pół sparaliżowanym, można tak sprawnie i aktywnie żyć, że da się samemu obejść  cały kraj. To właśnie ma wypisane na swojej odblaskowej koszulce: „Po wylewie życie się nie kończy. Ono się dopiero zaczyna”.


Wędrówką Piotra Suchana zainteresowały się media naszego regionu:

2014-06-30.  „Obiektyw” TVP Białystok o godz. 22.00 (materiał został wyemitowany w paśmie ogólnopolskim, nakręcony, gdy Piotr był w Łapach) http://www.tvp.pl/bialystok/informacje/obiektyw/wideo/30062014-godz-2200/15864765. I ten materiał na TVP Regionalna http://regionalna.tvp.pl/15861741/po-wylewie-przemierza-polske-na-piechote

2014-07-02. Kurier Poranny, Urszula Ludwiczak „Piotr idzie dookoła Polski. Teraz jest u nas” http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20140702/AGLOMERACJABIALOSTOCKA/140709970

2014-07-28. Gazeta Łapska nr 072014. R. Czepe (zdj. J. Barańczuk) "Niezwykła historia".


ZOBACZ TAKŻE:
Facebook  „Piotr Suchan – pieszo dookoła Polski po wylewie” https://pl-pl.facebook.com/pages/Piotr-Suchan-pieszo-dooko%C5%82a-Polski-po-wylewie/523662261025747    (Profil ten na FB założył i dłuższy czas prowadził entuzjasta wyprawy Piotra Suchana. Obecnie prowadzi już Piotr). 

2014-06-16. Materiał TVP Opole z 2014 roku http://www.tvp.pl/opole/aktualnosci/spoleczne/piechota-przez-polske/15659648   

Niektóre z artykułów z pieszego etapu wyprawy (2013)

2013-06-12. Nie poddałem się, choć lekarze nie dawali mi żadnych szans http://www.portel.pl/artykul.php3?i=66054

2013-06-06. Dziennik Bałtycki. Bartosz Cirocki. „Piotr Suchan wędruje pieszo dookoła Polski. Udowadnia, że "po wylewie życie się nie kończy"”. ZDJĘCIA. http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/913331,piotr-suchan-wedruje-pieszo-dookola-polski-udowadnia-ze-po-wylewie-zycie-sie-nie-konczy-zdjecia,id,t.html?cookie=1   

2013-05-16. 24 P. Kanikowski. „Bóg zesłał mi wylew. Przez Polskę o jednej nodze”. http://24legnica.pl/bog-zeslal-mi-wylew-przez-polske-o-jednej-nodze/

100_png.png 96_png.png 94_png.png 92_png.png 90_png.png 88_png.png 86_png.png 84_png.png 82_png.png 80_png.png 78_png.png 74_png.png 72_png.png 68_png.png