2013-11-29

W dobie rugowania historii Polski i polskiego romantyzmu. WYWIAD

Wywiad z LECHEM MAKOWIECKIM ? bardem, poetą, scenarzystą, autorem felietonów, kompozytorem, muzykiem. Artysta gościł w Łapach 8 listopada 2013 r. Jego niedawny wystąp w łapskim Domu Kultury odbył się w ramach obchodów 95 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości

Sławomir Maciejewski: Przede wszystkim gratuluję ci występu w Łapach.

Lech Makowiecki: Występ? To było raczej spotkanie autorskie w związku z wydaniem tomiku wierszy „Pro publico bono”! Ale ponieważ zobaczyłem na miejscu profesjonalną aparaturę nagłośnieniową, a gitarę miałem w bagażniku – tak jakoś spontanicznie to wyszło... Ten mini-recital zaistniał też dlatego, że większość publiczności kojarzyła mnie bardziej z piosenkami niż literaturą. Przy okazji dziękuję tobie i innym organizatorom, w tym zwłaszcza Bibliotece Publicznej w Łapach, wraz z panią Dyrektor Józefą Bajdą za zaproszenie... No i miejscowej młodzieży z koła teatralnego – za znakomite interpretacje moich wierszy; zrobiliście mi tym ogromną niespodziankę! 

S. Maciejewski: Pamiętam cię ze studiów na Politechnice Gdańskiej; już wtedy byłeś bardzo aktywny artystycznie. Skąd to zainteresowanie wzięło się u Ciebie? Czy to może tradycja rodzinna?

L. Makowiecki:  Moja śp. mama pięknie śpiewała; tacie, niestety, słoń trochę na ucho nadepnął; chociaż podśpiewywać zawsze lubił J...  Na studiach nie ominąłem żadnego rajdu, zlotu, pływałem pod żaglami i łaziłem po górach. I wszędzie zabierałem ze sobą gitarę. Zaliczyłem większość studenckich festiwali, niektóre wielokrotnie. Z nagrodami, rzecz jasna J ...

S. Maciejewski: Ale i twoja żona, Bożena (także przyjechała do Łap – przyp. red.)  śpiewa i śpiewa także wasz syn, Tomasz Makowiecki. Z kolei jego żoną, a więc twoją synową, jest znana wokalistka Reni Jusis. Tworzycie więc bardzo „muzyczną” rodzinę. 

L. Makowiecki: Z żoną od 1986 r. tworzymy zespół „ZAYAZD”, znany tu być może z corocznych Pikników Country w Mrągowie. To wszystko prawda, ale gdybyś jeszcze posłuchał naszych wnuków: niespełna dwuletnia Gaja całymi dniami śpiewa wszystko, co jej wpadnie do ucha, a czteroletni Teofil – niemniej muzykalny – już teraz postanowił zostać dyrygentem!

S. Maciejewski: Czy także razem występujecie?

L. Makowiecki: Z dziećmi? Raczej nie, to zupełnie inne nuty... Ale – gdy obchodziliśmy w Mrągowie 25-lecie „Zayazdu” – na naszym benefisie wystąpiła prawie cała rodzinka: Reni, Tomek i córka Katarzyna – która również gra, śpiewa, pisze piosenki, tańczy afro, a w wolnych chwilach studiuje romanistykę.

S. Maciejewski: Studiowaliśmy w podobnym czasie na Instytucie Okrętowym Politechniki Gdańskiej, ale nie pamiętam, na którym byłeś roku, gdy ja zaczynałem. Chyba ukończyłeś studia w 1978 roku? Dlaczego wybrałeś ten kierunek i jak potem przebiegała twoja droga zawodowa?

L. Makowiecki: Kochałem żeglowanie! Na Politechnice okazało się jednak, że okręt to nie romantyzm, tylko ścisła matematyka, zaawansowana fizyka, wytrzymałość materiałów itp. Oczywiście przebrnąłem to wszystko – tytuł mgr inż. A powody odejścia od zawodu były dwojakiego rodzaju; po pierwsze i najważniejsze – lubiłem i chciałem grać! Drugim powodem był kryzys w przemyśle okrętowym. Kiedy upadające stocznie nie chciały już zatrudniać absolwentów Instytutu Okrętowego – moje hobby stało się moją profesją...

S. Maciejewski: Ale zaczynałeś od muzyki country w rockowym wydaniu. Czy nadal lubisz tę amerykańską muzykę folkową?

L. Makowiecki:  Można powiedzieć, że byliśmy prekursorami tej muzyki w Polsce. Z grupą „Babsztyl” brałem udział w popularyzowaniu  tego stylu już od pierwszego Pikniku Country. Potem to samo było z „Zayazdem”. Wiele amerykańskich patentów aranżacyjnych i charakterystycznych instrumentów znajdziesz do dziś w naszych piosenkach. To fajna, familijna, oparta na wartościach i pięknej melodii muzyka. Pomimo, że wybraliśmy własną drogę rozwoju artystycznego – nuta country’owego wielogłosu czy skrzypiec gdzieś tam u nas pobrzmiewa. Niektórzy nazwali to nawet „eastern country” – nie mylić z ortodoksyjnym „westernem”!.  

S. Maciejewski: Skąd ta nazwa pierwszego zespołu: „Babsztyl”?

L. Makowiecki: W pierwszym składzie tej studenckiej, męskiej grupy śpiewała przez chwilę dziewczyna. Pozostała po niej tylko ... nazwa.

S. Maciejewski: Ile już płyt nagrałeś. Ja znam 5 z zespołem i dwie indywidualne.

L. Makowiecki: dwie z „Babsztylem”, pięć z „Zayazdem”, trzy solowe, o kasetach i udziałach w różnych składankach nie wspomnę. Ostatnio kupiłem rarytas – mój analogowy krążek „Szykuj się bracie” z 1984 r. Sprzedaliśmy tego 230 tysięcy!

S. Maciejewski: Przeczytałem, że w 1985 roku wraz z zespołem „Babsztyl” zdobyłeś nagrodę Złotego Pierścienia na festiwalu piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu. Co cię tam zaprowadziło?

L. Makowiecki: Kasia Gaertner zaproponowała nam przebojową piosenkę „Bo na Ciebie czeka wojsko”; melodia była OK – ale tekst tragiczny, typowo „kołobrzeski”. Postawiłem warunek, że poprawię (za darmo J) słowa – bo nigdy w życiu nie zaśpiewamy takiego „populizmu”. Dostałem zgodę, zrobiłem z tekstu prześmiewczy pastisz na LWP. Na koncercie amfiteatr oszalał  – i tak zdobyliśmy główną nagrodę. A autor pytał mnie po koncercie, czy to rzeczywiście były jego słowa J ...

S. Maciejewski: Jestem pod wrażeniem twojej twórczości patriotycznej, sięgającej tematyką do historii Polski, a jednocześnie odnoszącej się do współczesności. Powiedziałeś, że realizujesz misję, zwłaszcza misję edukacyjną. Czy możesz powiedzieć o tym?

L. Makowiecki: Uważam, że do młodzieży z edukacją historyczną najlepiej dotrzeć językiem dla nich zrozumiałym – przy pomocy muzyki. Wrażliwa ballada, teledysk patriotyczny, wreszcie doskonale zrobiony film wojenny – to najlepsza forma uczenia tradycji i dumy z faktu bycia Polką i Polakiem. Takie mamy media, takie „obrazkowe” czasy – trzeba się więc dopasować... A internet jest doskonałą metodą testowania nowych piosenek; większość utworów z ostatnich moich płyt: „Katyń 1940” (ballady wojenne), „Patriotyzm” (ciąg dalszy i ballady o wolności) oraz „Obudź się Polsko” (kontynuacja obu wymienionych) jest już dostępna na YouTube. Setki tysięcy wejść, emocjonalne wpisy internautów i dziesiątku wersji coverowych sugerują, że trafiłem w dziesiątkę. Polecam też płytę „Zayazd u Mistrza Adama” (nasze piosenki do wierszy Mickiewicza). W dobie rugowania historii Polski i polskiego romantyzmu z programów nauczania będzie to wkrótce jedyna forma poznania prawdy o nas samych i naszej trudnej, aczkolwiek  bohaterskiej przeszłości...

S. Maciejewski: Czytałem, że wygrałeś w 2008 r. konkurs na scenariusz dla TVP serialu o wysiedleniach w czasie II wojny światowej, mówiący o losach twego ojca, Stanisława Makowieckiego, wysiedlonego z całą rodziną z Rypina (Kujawsko-pomorskie) w wyniku akcji germanizacyjnej na tym terenie. Podczas tułaczki zginęli jego rodzice, a jego samego wywieziono na roboty przymusowe w III Rzeszy. Serial jednak nie powstał…

L. Makowiecki:  To wszystko prawda. Byłaby to wyprzedzająca akcja kontra kłamstwu rozpowszechnianemu ostatnio przez niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie”. Niestety – gotowe scenariusze dwugodzinnej fabuły kinowej i siedmiu odcinków serialu tv zalega na półkach Agencji Filmowej TVP. Decydenci wolą finansować „Pokłosie” i inne tego typu produkcje, niż autentyczną sagę polskiej rodziny okaleczonej przez niemiecką Trzecią Rzeszę.

S. Maciejewski: Napisałeś jednak także wiele innych scenariuszy, w tym musicalu „Mickiewicz” dla Gliwickiego Teatru Muzycznego, kilku odcinków edukacyjno-rozrywkowego programu telewizyjnego „Ostatni Zayazd”, czy musical „Grunwald” wystawiony w Olsztynie z okazji obchodów jubileuszu 600-lecia bitwy pod Grunwaldem.

L. Makowiecki: To wszystko mieści się – jak widzisz –  w granicach mojej prywatnej misji edukacji młodego pokolenia przez szlachetnie rozumianą rozrywkę. Jest tylko jeden problem – brak jest sponsorów czy mecenasów tego typu projektów. Gdyby Mickiewicz był gejem, pewnie powstałoby już kilka filmów opartych na jego biografii. A gdyby Danuśka z „Krzyżaków” była transwestytą – jej story nie schodziłoby z afisza na Brodway’u. A tak sam muszę borykać się z kosztami nagrań i produkcji. Dlatego realizuję tylko małe przedsięwzięcia. A szkoda, bo tu przydałby się rozmach jak u Rubika! Ale nie mam co narzekać. Ludzie zaczynają szukać takich treści, w społeczeństwie budzi się świadomość polskości... No i kupują płyty, książki, zapraszają na koncerty...

S. Maciejewski: Na koncercie w Łapach było bardzo wielu słuchaczy. Musiano dostawiać krzesła. Nie często się tak tutaj dzieje. Wielu przybyłych znało twoją twórczość felietonową, zwłaszcza z „Naszego Dziennika”. Ja czytam twoje felietony także na portalu wPolityce.pl. Od kiedy piszesz felietony?

 L. Makowiecki: W Naszym Dzienniku od dwóch lat. Na blogach trochę dłużej. To właśnie wierszowane felietony (przeważnie trzynastozgłoskowcem) złożyły się na prezentowany w Łapach tomik „PRO PUBLICO BONO”. Ostatnio dostałem propozycję  pisania artykułów do znanego tygodnika „W sieci”. Otwiera się więc nowa płaszczyzna oddziaływania na zapotrzebowanie społeczne; ludzie pragną PRAWDY i ROZSĄDKU w przekazie medialnym. A co nam się serwuje? GENDER, SKANDALE i KORUPCJĘ na najwyższym szczeblu. Niech chłopiec pozostanie chłopcem, dziewczynka dziewczynką, a pedofil – potępionym przez społeczność pedofilem... Czy to aż tak dużo – kochać swój kraj i normalność...?

S. Maciejewski: Bardzo ci dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że zobaczymy cię znów w Łapach, tym razem już na faktycznym koncercie.

L. Makowiecki: Dziękuję także. Jeśli dostanę zaproszenie, na pewno nie odmówię.

Rozmawiał: Sławomir Maciejewski (Wywiad przeprowadzony dla łapskiego portalu portal.lapy.pl)

               Zapraszamy też na stronę internetową artysty: www.zayazd.pl

Foto za stroną blogu autora: http://naszeblogi.pl/users/lech-makowiecki


CZYTAJ TAKŻE:

2013-11-29. W dobie rugowania historii Polski i polskiego romantyzmu. WYWIAD. http://www.portal.lapy.pl/aktualnosci/52,w-dobie-rugowania-historii-polski-i-polskiego-romantyzmu-wywiad.html

lech_makowiecki_jpg.jpg